Od maja Brasserie on Buchara Street organizuje cotygodniowe zajęcia salsy i bachaty, przenosząc kawałek Karaibów do miasta, w którym taniec na ogół oznacza trzeźwą interpretację „tradycji” dla prezydenta i odwiedzających delegacje.

W ostatnich latach Duszanbe uległo gwałtownej przemianie. Zniknęły pastelowe, dobrze proporcjonalne i zachęcające, pastelowe sowieckie struktury wzdłuż alei Rudaki. Miasto jest teraz zdominowane przez bezduszne betonowe wieżowce, a jego urok zburzony przez deweloperów.

W kanionach poniżej Farzona Rahmatbekova próbuje tchnąć życie w zdławione miasto, dzieląc się swoją pasją do tańca latynoskiego.

W Brasserie każdy jest mile widziany, mówi Rahmatbekova. Głos zabierają obcy i przyjaciele, mężczyźni i kobiety, miejscowi i obcokrajowcy. Biodra kołyszą się, stopy podążają w rytm, a kwiaty na ścianach wyglądają z podziwem.

Rahmatbekova, lat 35, nigdy nie przypuszczała, że ​​zobaczy taką energię w swoim kraju.

Dorastając w Khorog, małym miasteczku w odległych górach Pamiru, nie słyszała latynoskiego rytmu, dopóki nie poszła na lekcje tańca w Duszanbe, mając około 20 lat. „Słyszałem muzykę i bity, rytm rezonował we mnie głęboko. I mogłem to z łatwością tańczyć, od samego początku.”

Instruktor był pod wrażeniem, pytając: „Czy tańczyłeś to już wcześniej? Odmówiłem”.

Rahmatbekova zaczęła ćwiczyć bachatę – sekwencję z Dominikany z miękkimi ruchami bioder – kiedy tylko mogła: w domu, na innych zajęciach tanecznych. Wkrótce zaczęła otrzymywać prośby o nauczanie.

Rahmatbekova była niechętna. Miała pracę w banku. Ale spróbowała, zgłaszając się na ochotnika do nauczania uczniów za darmo w restauracjach i kawiarniach, które cieszyły się z uwagi i biznesu.

„Widziałam światło w ich oczach, tak szczęśliwy po zajęciach. Byli bardzo wdzięczni. Wtedy poczułam, że robię coś dla ludzi” – powiedziała o swoich uczniach.

Brała udział w kursach online, m.in. z parą w Stanach Zjednoczonych, porzuciła pracę i zaczęła zawodowo uczyć.

Miękka i prawie nieśmiała postawa Rahmatbekovej zmienia się natychmiast, gdy wchodzi na parkiet, gdzie wybucha ognistym, namiętnym tańcem. Z tym samym zapałem uczy swoje trzy zajęcia w sumie sześć razy w tygodniu.

Shah Tabibi, 31-letni Holender o afgańskich korzeniach, który przeprowadził się do Tadżykistanu, aby zapoznać się z kulturą, zaczął pomagać Rahmatbekovej w maju ubiegłego roku. „Uczucie, które odczuwam, gdy uczę, jest podobne do prowadzenia innych w kierunku zdrowego życia. Czuję, że uczę ludzi, czego będą używać do końca życia, a to może ich tylko uszczęśliwić” – powiedział.

Ale wraz ze wzrostem jej popularności jako nauczycielki, Rahmatbekova przyciągała także coś mroczniejszego.

„Dostałem wiele negatywnych komentarzy od ludzi na temat tego, co robię. Mówią: „To nie jest nasza kultura, dlaczego to robisz? Dlaczego po prostu nie uczysz tadżyckiego tańca?”. Tak trudno ludziom to wytłumaczyć. Tak, mógłbym chodzić na lekcje tadżyckiego, ale nie zrobię tego. Nie robię tej salsy i bachaty tylko dlatego, że jest piękna, ale dlatego, że znalazłam w tym tańcu coś magicznego. I jestem pewien, że ludzie, którzy przychodzą na zajęcia, też to czują.

„Coś nowego przeraża ludzi tutaj. Członkowie mojej rodziny byli zszokowani, mówiąc: „Farzona, proszę, zrób coś innego. Nie jesteśmy Latynosami. Mieszkasz w Tadżykistanie; to może być niebezpieczne’”.

„Ale kiedy czujesz, że robisz coś dla społeczeństwa, pomagasz komuś, musisz to zrobić. Pewnego dnia zaprosiłem mamę na zajęcia. Weszła i zmieniła zdanie. Było tak wielu ludzi, którzy mieli świetne interakcje. Powiedziała: „Nigdy nie wierzyłam, że ludzie przyjdą do ciebie, a ty miałeś tak wielu ludzi przychodzących na te zajęcia”, a potem się uspokoiła”.

Zajęcia połączyły Rahmatbekovą z małą grupą podobnie myślących ludzi, których łączy zainteresowanie tańcem z innych kultur.

Marifat Saydalieva 31 przywiozła do domu miłość do tańca latynoskiego ze studiów za granicą w Hiszpanii i Stanach Zjednoczonych. Kiedy wróciła w 2019 roku, „jedyną rzeczą, o której myślałem, było ponowne odejście”.

Piątkowe wieczory w Brasserie pomogły zmienić to uczucie. Saydalieva mówi, że teraz „tu mieszka zadowolona, ​​mam tu wszystko, co chcę robić, co wcześniej znalazłam za granicą. Z każdym rokiem jest coraz lepiej. Nowe pokolenie naprawdę wykonuje dobrą robotę”.

Dla Rahmatbekovej taniec jest sztuką, a sztuka ucieczką. Chce, aby inni ludzie, gdziekolwiek się znajdują, postrzegali taniec jako sposób na oderwanie się od codzienności: „Nie wychodzę aktywnie, by przyciągać ludzi, myślę, że znajdą mnie, kiedy będą tego potrzebować. Miałem kilka studentek, które nosiły zakryte [islamskie] ubrania. Sami przyszli na moje zajęcia i miałem wrażenie, że naprawdę tego potrzebują”.

You might also enjoy:

Leave A Comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *